czwartek, 12 maja 2016

Siedmiodniowe menu w "Co by tu wtrąbić?"

Od jakiegoś czasu uczymy się z Różyczką dni tygodnia. Jakby ktoś miał wątpliwości, co do ich nazw, to wg naszej córeczki występują: poniedziałek, wtorek, środek, czwartek, piątek, szóstek i niedziela :-) Przynajmniej takie nazwy były na początku, bo obecnie znacznie częściej pojawia się środa i sobota, ale nadal trochę problemów sprawia poprawna kolejność. Jak nauczyć maluszka dni tygodnia? Jednym ze sposobów może być książeczka Oli Cieślak o bardzo głodnym słoniu i jego całotygodniowym menu, czyli Co by tu wtrąbić?Wydawnictwa Dwie Siostry.

Książka ta jest pełna humoru, począwszy od zabawnej gry słów w tytule, poprzez perypetie dietetyczne trębacza związane z bardzo nietypowym jadłospisem, na zabawnych ilustracjach, będących uzupełnieniem tekstu, kończąc. Rysunki przedstawiają słonia, myszki oraz przekąski na poszczególne dni tygodnia. Są one kolorowe i, podobnie jak tekst, wyglądają na namalowane farbami z użyciem pędzli różnej grubości.







Cała książka jest kartonowa, dzięki czemu może przetrwać wiele, przez co nadaje się dla bardzo wymagających odbiorców i z powodzeniem może być wykorzystana jako pierwsza lektura dla pociechy. Nieco starsze maluchy, poza dniami tygodnia, poznają z nią również wiele nowych nazw potraw, takich jak hranolky, renkloda, radamer i camembert czy Pavlova. Co ważne, wszystkie trudne nazwy dań są zdefiniowane w prosty sposób pod tekstem. U nas nie ma problemu z jedzeniem i próbowaniem nowych potraw, ale myślę, że taki sympatyczny słoń może zachęcić niejednego niejadka do zjedzenia, a przynajmniej skosztowania posiłku.
Róża z ochotą sięga po książkę o słoniu, a podczas lektury szczególnie chętnie powtarza nazwy dań, które znalazły się w menu trąbiastego głodomora. Myślę, że najbardziej rozumie poniedziałkowe łakomstwo chałkowe, bo sama uwielbia chałki, chociaż tort Pavlova oraz pizza, to równie kuszące propozycje. Na samą myśl, aż ślinka cieknie :-p Dwuwiersze o każdym z dni tygodnia dobrze się czyta i bardzo łatwo zapadają w pamięć, nawet takim maluchom jak Różyczka (22 miesiące). Jednakże nie polecam czytania tej książki tuż przed snem lub wtedy, gdy rodzic jest bardzo zmęczony. Dlaczego? A no dlatego, że na końcu książeczki przedstawione są propozycje ćwiczeń, które warto wykonać, aby nie skończyć tak jak główny bohater z ogromnym brzuchem. Powiecie: "i co w tym złego?" Nic, wręcz to wspaniale, że autorka zachęca do aktywności fizycznej. Tylko, niestety ;-), zachęca tak dobrze, że Rózia nie jest w stanie pozostać obojętna i zamiast wyciszyć się przed snem, ochoczo wstaje, zaczyna ćwiczyć jak słoń i jeszcze nalega: "mamusiu, chodź ćwiczyć".


Tytuł: Co by tu wtrąbić?
Tekst i ilustracje: Ola Cieślak
Wydawnictwo Dwie Siostry
Cena okładkowa: 24,90 zł

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz